sobota, 4 lutego 2017

Slow...

Jak to się człowiekowi może w głowie poprzestawiać, gdy mus go przypili. Tak modne od jakiegoś czasu Slow Life samo się wepchało w moją codzienność, no ale nie żeby tak całkiem było mi obce.
Celebrować chwile, nie pędzić, nie tracić tchu w codziennych obowiązkach.
Fajne.
Termin operacji zaklepany. Ja pogodzona z pewnymi niedogodnościami i decyzjami, które podjął za mnie mój szanowny organizm. Nie będę się z nim szarpała. W końcu mam nadzieję na jeszcze wieloletnią z nim (oj wielo, wielo!) współpracę. Musi być więc sprawny i zdrowy.
W pracy posegregowane - tym zajmuję się od ręki, to może poczekać, a to - może zrobić zamiast mnie ktoś inny. Da się, naprawdę da!
Uśmiecham się z dystansu i niezobowiązująco do ludzi, którzy radioaktywnie promieniują nieżyczliwością. Jak to łatwo wyczuć, szczególnie, gdy ma się rozwiniętą empatię. Nie nasiąkam ich frustracją, słabością, niezadowoleniem, lękami. Staram się być bliżej tych bezkonfliktowych. Harmonijnych. Zrównoważonych. Pewnych swoich wartości, świadomych swoich braków - ale bez kompleksów. Łatwiej się wówczas żyje, prostsze są relacje. Bogatsze.
W domu wszystko toczy się dobrym, spokojnym rytmem. Tak jak lubię.

Slow...

1 komentarz:

  1. Gratuluję podejścia, i trzymam kciuki za pomyślny wynik operacji, niech będzie dobrze. Pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń