poniedziałek, 6 marca 2017

Jedyny raz...

Na BBC Earth oglądałam dokument o rodzinie Brytyjczyków, która porzuciła wygodne - pozornie - życie w cywilizowanej metropolii i przeprowadziła się do Ameryki Środkowej, gdzieś w buszu.
- Jesteśmy na tej planecie tylko jeden jedyny raz, więc warto postarać się, aby był to czas magiczny - powiedział ojciec tej rodziny i zapadło we mnie to zdanie mocno.
Co robię ja, aby mój jedyny czas dany na ziemi był magiczny, wyjątkowy, jedyny i niepowtarzalny?
I czy w ogóle COŚ?
Przesilenie wiosenne mnie dopadło. Przedłużające się przeziębienie osłabiło, zbliżający nieuchronnie pobyt w szpitalu drenuje dobre samopoczucie i chwieje poczuciem stabilizacji. Wzmaga obawy. Nie lubię takiego stanu zawieszenia, lubię czuć grunt pod nogami. Nawet kiedy pływam w jeziorze, świadomość głębi pode mną - niepokoi. 
Dziś w gabinecie szefa omawialiśmy jakąś ważną sprawę (ważną? na pewno?). Spoglądałam na duży zegar ścienny i jego przesuwającą się wskazówkę sekund. Jak ona szybko biegła! Jak bardzo jej było śpieszno. Jak bezlitośnie w jej biegu znikały kolejne chwile mojego życia...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz