czwartek, 2 marca 2017

Wirus

Także ten - czy wspominałam już, że z gór Marko z Jędrkiem oprócz zapasu oscypków przywieźli jakiegoś wrednego wirusa? Który to od tygodnia czyni czystkę w naszym zdrowiu. Najbardziej cierpiący był Jędrek, teraz dołączył do niego Michał. Ja resztkami sił ogarniam kuwetki - i w domu, i pracy. O dziwo najmniej dopadło Marka. Czyżby w jakiś szczególny sposób odkażał się na tym wyjeździe?
Po zimie ani śladu. Od kilku dni niewielkie ptaszki zasiedlają dwie budki lęgowe na naszych olchach. Lubię obserwować je przez okno w łazience. Zwykle podczas porannego szczotkowania zębów. Kiedyś w jakimś wywiadzie Maryla Rodowicz wspomniała, że nie zawsze lubi rankiem spoglądać w lustro, więc kiedy szoruje zęby obserwuje przez okno wiewiórki. No to ja ptaszki. Szczególnie, że wirus, który mnie dopadł bezlitośnie poniewiera moim wyglądem. Jak to mówią "z krzyża zdjęta" - tak się czuję i tak wyglądam. Zero energii i chęci do czegokolwiek. W wolnym czasie zaszywam się w sypialni pod kocykiem i czytam kolejne kryminały Bondy (no wzięło mnie), potem przysypiam. Czasami dla resetu gram w scrabble i staram się omijać wzrokiem upaćkane po zimie okna i rozwieszone przez pajączka nitki na lampie nad stołem.
Ale niech no tylko minie wirus, niech no ja tylko poczuję wiosnę w kościach! Się z tym wszystkim rozprawię!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz