poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Moja (nie)cudna codzienność

- To może ja zadzwonię do twojego szefa, aby coś Ci chociaż zdalnie do roboty zlecił? – ironicznie zapytał Marko, kiedy już tak kolejny dzień snułam się po chałupie bez serc, bez ducha, jak szkieletów ludy. Lubię się polenić, serio, kto nie lubi poleżeć i pobujać w obłokach. Ale na litość!, jeśli nagle życie człowieka zaczyna się składać z samego bujania, to dobrze nie jest. Nie cieszy, nie bawi, satysfakcji nie daje. Ani odpoczynku. Każdego dnia czuję się wykończona tym nic nie robieniem. Nie chce mi się nawet angażować w jakieś swoje pasje, które zwykle dają mi spełnienie. Największą atrakcją są samochodowe wyprawy do sklepu spożywczego – porażka! A! i podpatrywanie jak tulipany prężą zwarte główki do słońca, które ponoć i tak lada moment zgaśnie, bo idzie pogoda brzydka, jak wieszczą panie i panowie pogodynki. Wyjście do biblioteki, tuż nieopodal mego domu zajęło mi 15 minut w jedną stronę (zwykle jest to góra 5 minut spacerkiem, bo galopem szybciej), kosztowało zadyszką i koniecznością odespania tego maratonu. Przede mną jeszcze dwa tygodnie takiej stagnacji. W każdym razie wg zalecenia lekarza. Po tym czasie mogę powoli wracać do zwykłych, niezbyt jednak obciążających czynności. Czyli, że co? Że na raz będę mogła umyć podłogę? Hehe, szczęście niepojęte!

Strasznie siebie nie lubię teraz. Strasznie. Szczególnie, że czas przedświąteczny, który zwykle kojarzony jest z wielkimi porządkami, wielkim gotowaniem i takimi tam pierdołami. A ja co – wyczyn totalny – posprzątana szafka na kosmetyki. I może jeszcze sypialniany kwadraciak – czyli regał na książki i płyty. Więcej aktywności nie przewiduję. Święta ograniczą się u nas do jednego, niedzielnego dnia. W poniedziałek odwiedzimy stolycę. Głównie po to, aby moja mama mogła zobaczyć mieszkanie Michała, bo jakoś tak się poskładało, że do tej pory widziała je tylko via fotograficzna relacja. A to przecież już 4 lata jak Michał tam mieszka. A i my nie wizytowaliśmy kawalerskiego lokum syna półtora roku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz