środa, 12 kwietnia 2017

Spotkanie

Wieczorem odwiedziła mnie Asieńka. Tak rzadko się teraz spotykamy, każda zajęta dreptaniem, albo gonitwą w swojej codzienności. Dlatego spokojny, niespieszny wieczór był taki czarujący. Lampki ze schłodzonym, wytrawnym winem, złociło się w naszych dłoniach i leciutko łaskotało podniebienie. Asia podżerała wiśnie w czekoladzie, które w złoconych pozłotkach dekorują szklany pucharek na naszym stole. Właściwie ich nie jemy, no bo przecież słodyczy nie jemy.
- Alee pyszne. Spróbuj - cmoka Asia, która ma wiotką kibić ma od kiedy ją znam, a znam lat ponad 20.
- Spokojnie możesz zjeść, mam wrażenie, że po tej operacji jeszcze zeszczuplałaś - leje miód Asia na moje uszy, ale dobrze wiem, że to nie prawda. Na szczęście należę do osób, które ze słodyczy wolą śledzie, więc bez trudu idzie mi dekorowanie stołu słodyczami, które zwykle czekają na gości.

Okrągły księżyc w pełni, zwiastował zimne dni. Zwykle podczas pełni powietrze jest bardziej ostre. Rankiem faktycznie trawę wokół naszego domu okryła leciuteńka jak obłoczek warstewka białego przymrozku, a niebo ugięło się pod grubymi chmurami. Może gdy kwiecień zimny, to maj wybuchnie ciepłem, słońcem? Tymczasem kwitną hiacynty i tulipany, onieśmielone zimnem, ale kwitną. Migdałek ma bezlistne gałązki obsypane drobnymi pączkami kwiatuszków. Wygląda jakby się wciąż zastanawiał, czy czas już rozwinąć różowe kwiatuszki, czy może jeszcze nie…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz