środa, 7 czerwca 2017

Prostowanie Jędrka


Syn nasz Jędrzej, ten wciąż małoletni, choć już niedługo, w pakiecie genetycznym od rodziców, czyli nas, otrzymał oprócz wielu pięknych (hm hm) cech, także pewne krzywizny. Dokładnie to krzywe zęby i krzywą przegrodę nosową prawą. Na szczęście kręgosłup - zarówno ten kostny jak i moralny - ma prosty. Po ponad trzech latach starannej opieki naszej ulubionej pani stomatolog Oleńki, od dwóch tygodni syn błyska pięknym, równym uzębieniem. Tak, tak - aparat wreszcie zdjęty. Przez trzy dni mordowałam Jędrka:
- Jędrek pokaż zęby! - bo nie mogłam się napatrzeć i nadziwić, co to też ta współczesna medycyna może.
Po zębach nadszedł czas na przegrodę nosową. Prawą. Dwa miesiące usiłowałam dostać się z synem do polecanego otolaryngologa. Prywatnie dodam. Bo na ukochany, tfu psia mać, NFZ, terminy kosmiczne. Pan doktor pacjenta zbadał, pokamerował mu gardziel i wszystkie jej zakamarki, podświetlał niejakie zatoki i coś tam jeszcze, i inne cudawianki wyczyniał. Zakazał używania patyczków do czyszczenia uszu - ale to nie pierwszy raz słyszę, że patyczki do uszu są be! Hehe, ciekawe, czy pan doktor pamięta jak to onegdaj (czasy mego dzieciństwa) uszy czyściło się zapałką z watą. To były czasy. W każdym razie, przesympatyczny pan doktor, którego wpisuję do katalogu doktorów ulubionych (ach ten głos i ta siła spokoju!), wyznaczył termin tuż po wakacjach, i tuż po osiemnastych urodzinach Jędrka - to była taka jego mała prośba. Mam nadzieję, że na tym prostowanie Jędrka się zakończy.

1 komentarz:

  1. Należy się cieszyć, że stać nas na, przynajmniej niektóre, zabiegi prywatnie. Ten NFZ każdemu bokiem wychodzi.

    OdpowiedzUsuń