sobota, 3 czerwca 2017

W moim ogródeczku

Od kilku dni pełnię zaszczytną rolę słomianej wdowy, bo Marecki wybył na wyjazd służbowy. Nie lubię gdy nie ma go w domu, bo rzadko rozstajemy się na dłużej, więc pusto mi jakoś, choć nie powiem – dom pełen dzieciów i zwierzętów. Dzieci, które dziećmi są już tylko nominalnie, bo dorosłe chłopy, mają swoje sprawy, wiadomo. Aby micha była pełna, ciuchy wyprane, matka może se robić co chce. W przypadku zwierząt w sumie też to samo – pełna micha i pańci rola spełniona. Więc łapię każdy promień słońca, a że nie chce mi się leżeć bezczynnie, to mam tak wypielone rabaty kwiatowe i warzywnik, że szok. W tym roku Marko wydzielił mi oddzielne miejsce przeznaczone specjalnie tylko na zioła – osłonięte od wiatru, zaciszne, nasłonecznione. Zasiałam ukochaną bazylię, oregano i dałam szansę majerankowi – w poprzednich latach nigdy nie raczył wzejść, może tym razem się uda? Choć szanse marne gdyż ponieważ, ten początkujący ogródeczek ziołowy upodobała sobie nasza Kicia. Non stop tam grzebie, skarbu jakiegoś szuka, i siłą rzeczy robi bajzel z nasionami i młodymi sadzonkami. Fafik zaś lata do warzywnika i ryje nochalem w rzodkiewkach. Także o! tak sobie można ze zwierzyńcem ogrody zakładać.

Pomimo majowych mrozów, na kilku młodych drzewach owocowych jednak zawiązały się owoce. Na pewno będą jabłka i gruszki, a reszta niestety poooszła... Najbardziej żal mi czereśni, bo zakwitła tak obficie po raz pierwszy. Wszystko na niej sczerniało. Za to truskawki i poziomeczki zrekompensują tę czereśniową stratę :)

Zbliża się wieczór, lada moment zacznie rozsiewać cudny zapach wiciokrzew...




 A otóż i elegancka gazania, która może i nie pachnie, ale za to wygląda!

  

Faf - podobnie jak wszystkie domowe kwiaty, uwielbia nasz północny taras.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz