czwartek, 13 lipca 2017

Troskliwy Wojcieszek

Wojcieszek, ośmioletni synek naszych przyjaciół powiedział ostatnio do swojej mamy Agnieszki:
- Wiesz mamuniu, jak ty już będziesz bardzo stara, jak będziesz miała 60 lat (Agnieszka ma lat 47, dość późno została mamą), to nie pójdziesz do domu starców!!! - po sercu Agnieszki rozlała się fala czułości. Co za kochany synek! Co za piękna starość u boku troskliwego syneczka ją czeka.

- Ja cię mamuniu tam zawiozę! – dokończył przejęty Wojcieszek i pognał kopać piłkę, bo nade wszystko pragnie zagrać kiedyś na Stadionie Narodowym jako kolejne wcielenie Roberta Lewandowskiego.

Kurtyna


poniedziałek, 10 lipca 2017

Różności

W tydzień załatwiłam wszystkie formalności – głównie chodzi o badania lekarskie – związane z powrotem do leczenia biologicznego. Teraz pozostało mi tylko czekać na decyzję komisji kwalifikującej do podania leku. Może uda uratować się chociaż kawałek lata. Może uda się założyć tę śliczną sukienkę, którą kupiłam niedawno. Czekoladową w pomarańczowo-żółto-zielone esy floresy, na plecionych ramiączkach. Czekanie jest trudne i uczy pokory. Ale to potrafię.

Poniedziałkowy poranek skąpany w słońcu i opleciony letnim wiatrem spędzam tak jak lubię. Na tarasie, z kawą latte. Klikanie klawiatury laptopa harmonijnie splata się z kukaniem kukułki, szelestem liści i trzepotem skrzydeł gołębi sąsiada Arturka. Sąsiad Artur użyczył mi dwa wiaderka gołębich gówienek. Ponoć rewelacyjny nawóz na kwiaty i warzywka. Sądząc po wybujałym warzywniku moich sąsiadów – wierzę. Gówienka póki co „dochodzą” zalane wodą w wiaderku w oddalonej części naszej posesji, tam gdzie stoi kompostownik. I tuż obok rezydencji Faficzka. Fafcio takie zapaszki uwielbia, więc szkody nijakiej mu nie czynię.

Tymczasem w warzywniku królują kabaczki. Poradziły sobie same, bez gołębiego nawozu.

W sobotę nasi sąsiedzi zza dwóch płotów wydawali za mąż córkę. Razem z Marzenką i Arturem, sąsiadami zza trzech płotów i jednej uliczki, zrobiliśmy tradycyjną bramkę weselną. Jak to na wsi bywa. Dla zabawy i podtrzymania tradycji. Marzenka wytachała z komórki pralkę Franię (wciąż sprawną!), starą, wielką balię ocynkowaną, nad drogą przewiesiłyśmy sznur z bielizną. Zadaniem panny młodej było dokończyć wieszanie prania – koronkowy staniczek, i majteczki, i tetrową pieluszkę, i kalesonki białe. Ja odgrywałam rolę zatyranej matki-polki, w wałkach, szlafroczku, przydeptanych papuciach i w zaawansowanym stanie rokującym na szybkie załapanie się na program 500+. I lepiłam pierogi! Nasi mężowie, przy stoliczku grali w karty i markowali rozpijanie flaszeczki. Jak się później okazało, nie tylko markowali :) Zabawa była cudna! Niebawem sąsiedzi z innej ulicy żenią syna, akcja weselna bramka z pewnością będzie przez nas powtórzona. Super zabawa :)





sobota, 1 lipca 2017

Męskie gotowanie

W ramach akcji „matka też ma wakacje” ustanowiłam nowe zasady w domu. Coby nie było tak, że wypoczywają wszyscy, tylko ja na pełnym etacie sprzątaczki, kucharki i w ogóle gospodynia domowa na najwyższych obrotach. Także tak: wprowadziłam dyżury na odkurzanie domu, kontrolowanie załadunku/rozładunku zmywary oraz… jeden dzień w tygodniu mam wolne od gotowania. I właśnie dziś takowy nastał.
Siedzę sobie więc z kaweczką, oglądam film dokumentalny o prywatnym życiu Hitlera (no lubię, co zrobisz…) i jednym uchem wyłapuję jak to syn duży się krząta po kuchni. Dziś będą u nas na obiadek wołowe greckie bifteki z serem feta z sałatką też grecką, wg blogera kulinarnego Piotra Ogińskiego.

- Może więcej tego czosnku dodaj – wtrącam jednak swoje, podpatrując co też syn wyprawia w kuchni.
- Łomatko, dziwnie to widzę – cynamon do wołowiny?! Jesteś pewien?

Więc syn się wkurzył z lekka na moje wsadzanie nosa w jego gotowanie i mnie pogonił. Do sklepu po składniki na sałatkę. Niezbyt chyba ufa moim zdolnościom zapamiętywania, bo zaopatrzył mnie w karteczkę z listą zakupów. Do czego to doszło :)


A skoro mam wolne od garów, to podreptałam popatrzeć na kwiaty na rabatkach, tym bardziej, że właśnie feerią pióropuszowych płatków pękły maki peoniowe. I rudbekia się złoci… I kwiaty o wdzięcznej nazwie heliopsis, czyli inaczej mówiąc słoneczniczki :)