sobota, 1 lipca 2017

Męskie gotowanie

W ramach akcji „matka też ma wakacje” ustanowiłam nowe zasady w domu. Coby nie było tak, że wypoczywają wszyscy, tylko ja na pełnym etacie sprzątaczki, kucharki i w ogóle gospodynia domowa na najwyższych obrotach. Także tak: wprowadziłam dyżury na odkurzanie domu, kontrolowanie załadunku/rozładunku zmywary oraz… jeden dzień w tygodniu mam wolne od gotowania. I właśnie dziś takowy nastał.
Siedzę sobie więc z kaweczką, oglądam film dokumentalny o prywatnym życiu Hitlera (no lubię, co zrobisz…) i jednym uchem wyłapuję jak to syn duży się krząta po kuchni. Dziś będą u nas na obiadek wołowe greckie bifteki z serem feta z sałatką też grecką, wg blogera kulinarnego Piotra Ogińskiego.

- Może więcej tego czosnku dodaj – wtrącam jednak swoje, podpatrując co też syn wyprawia w kuchni.
- Łomatko, dziwnie to widzę – cynamon do wołowiny?! Jesteś pewien?

Więc syn się wkurzył z lekka na moje wsadzanie nosa w jego gotowanie i mnie pogonił. Do sklepu po składniki na sałatkę. Niezbyt chyba ufa moim zdolnościom zapamiętywania, bo zaopatrzył mnie w karteczkę z listą zakupów. Do czego to doszło :)


A skoro mam wolne od garów, to podreptałam popatrzeć na kwiaty na rabatkach, tym bardziej, że właśnie feerią pióropuszowych płatków pękły maki peoniowe. I rudbekia się złoci… I kwiaty o wdzięcznej nazwie heliopsis, czyli inaczej mówiąc słoneczniczki :)





5 komentarzy:

  1. Takiej to dobrze.... Mam nadzieję,że będą smakować. Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smakowały Dorotko, choć przyznam, że dodatek cynamonu do wołowiny jest egzotycznym doświadczeniem smakowym :)

      Usuń
  2. Piękne zdjęcia robisz. napisz jaki był efekt tego gotowania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Efekt był smakowity :) Teraz czekam na gotowanie syna młodszego :)

      Usuń
  3. Podziwiam charakter pisma Twojego syna. MOze to nie lista zakupów, tylko poezja czysta? "Ciebie nie ma, ostrzegam, oliwki czarne wrabię?"

    OdpowiedzUsuń