poniedziałek, 10 lipca 2017

Różności

W tydzień załatwiłam wszystkie formalności – głównie chodzi o badania lekarskie – związane z powrotem do leczenia biologicznego. Teraz pozostało mi tylko czekać na decyzję komisji kwalifikującej do podania leku. Może uda uratować się chociaż kawałek lata. Może uda się założyć tę śliczną sukienkę, którą kupiłam niedawno. Czekoladową w pomarańczowo-żółto-zielone esy floresy, na plecionych ramiączkach. Czekanie jest trudne i uczy pokory. Ale to potrafię.

Poniedziałkowy poranek skąpany w słońcu i opleciony letnim wiatrem spędzam tak jak lubię. Na tarasie, z kawą latte. Klikanie klawiatury laptopa harmonijnie splata się z kukaniem kukułki, szelestem liści i trzepotem skrzydeł gołębi sąsiada Arturka. Sąsiad Artur użyczył mi dwa wiaderka gołębich gówienek. Ponoć rewelacyjny nawóz na kwiaty i warzywka. Sądząc po wybujałym warzywniku moich sąsiadów – wierzę. Gówienka póki co „dochodzą” zalane wodą w wiaderku w oddalonej części naszej posesji, tam gdzie stoi kompostownik. I tuż obok rezydencji Faficzka. Fafcio takie zapaszki uwielbia, więc szkody nijakiej mu nie czynię.

Tymczasem w warzywniku królują kabaczki. Poradziły sobie same, bez gołębiego nawozu.

W sobotę nasi sąsiedzi zza dwóch płotów wydawali za mąż córkę. Razem z Marzenką i Arturem, sąsiadami zza trzech płotów i jednej uliczki, zrobiliśmy tradycyjną bramkę weselną. Jak to na wsi bywa. Dla zabawy i podtrzymania tradycji. Marzenka wytachała z komórki pralkę Franię (wciąż sprawną!), starą, wielką balię ocynkowaną, nad drogą przewiesiłyśmy sznur z bielizną. Zadaniem panny młodej było dokończyć wieszanie prania – koronkowy staniczek, i majteczki, i tetrową pieluszkę, i kalesonki białe. Ja odgrywałam rolę zatyranej matki-polki, w wałkach, szlafroczku, przydeptanych papuciach i w zaawansowanym stanie rokującym na szybkie załapanie się na program 500+. I lepiłam pierogi! Nasi mężowie, przy stoliczku grali w karty i markowali rozpijanie flaszeczki. Jak się później okazało, nie tylko markowali :) Zabawa była cudna! Niebawem sąsiedzi z innej ulicy żenią syna, akcja weselna bramka z pewnością będzie przez nas powtórzona. Super zabawa :)





1 komentarz:

  1. Świetny pomysł z tą bramą. U mnie też jest taki zwyczaj.
    Też lubię spędzać wakacje w zaciszu domowym, nie mam tarasu, ale mam balkon i piękne widoki :)
    Dobrego wakacyjnego czasu, Agpelo :)

    OdpowiedzUsuń