wtorek, 1 sierpnia 2017

20 minut, albo tuż za zakrętem

No to po kapryśnym pogodowo lipcu mamy piekarnik. W domu 26 stopni, termometr na tarasie północnym wskazuje mordercze 34 o 11 przed południem, woda w basenie 29.

Początek upalnych dni spędziliśmy na cudnej wyprawie kajakowej. Kameralnej, bo tylko na pięć kajaków. Leniwe dryfowanie nurtem rzeki, a czasami wiosłowanie ile sił w ramionach, no bo po pewnym czasie każdemu było śpieszno do przystani z lodami i inszymi zimnymi napitkami, hm, hm... Wylegiwanie się na piaszczystej plaży, kąpiel w orzeźwiającej wodzie, ściganie z pływającymi kaczkami i podróżująca na gapę na nodze Ani ważka. A po finiszu - bajeczny grill i ognisko nad brzegiem Wieprza, rozmowy i śmiechy w oszałamiającej poświacie pomarańczowo zachodzącego słońca, gitarowy koncert, a w oddali gdzieś akordeonowy. Cudne emocje, piękne chwile, zrodzone przy okazji powiedzonka (Daleko jeszcze do tej przystani? I cały czas było albo już za tym zakrętem, albo za 20 minut). Chowam to wszystko w pudełeczku z miłymi wspomnieniami na jesienne i zimowe, krótkie dni.









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz