piątek, 11 sierpnia 2017

Przetwórstwo ziołowo-warzywne (part 1)

Lubię robić przetwory przed domem na wolnym powietrzu. A właśnie zaczyna się czas mojego ulubionego ziołowego-warzywnego przetwórstwa. Pomidorki już tanieją, papryka powoli też, lada moment zacznę pomidorowo-paprykowe szaleństwo. Póki co odkryłam w nieocenionych internetach przepis na pikle mojego dzieciństwa. Smak taki, jaki wychodził spod ręki Taty. Tata przepis miał w głowie, przepis przepadł wraz z odejściem Taty… Później próbowałam różnych cudów wianków (w tym ohydnych moim zdaniem ogórków w musztardzie, którymi swego czasu wszyscy się zachwycali). I wreszcie w powodzi internetowych przepisów znalazłam przepis właśnie TEN! Na pikle smakujące moim dzieciństwem. Tata kroił je co prawda wzdłuż, ja wybrałam bardziej poręczną opcję w szerz. Wychodzą małe, na jeden kęsek piklowe łódeczki ogórkowe.

Niestety bazylii Tata nie przerabiał, zresztą w czasach mojego dzieciństwa takich "ekstrawaganckich" ziół nie używało się. Był koperek, natka i właściwie tyle. A, że kocham bazylię, oczywiście świeżą, szperałam tu i tam, jak tę bazyliową świeżość zachować na zimowe dni. I chyba znalazłam, okaże się w praniu, a raczej jedzeniu. Bo w moim miniaturowym ziołowym ogródeczku obrodziła bazylia. Gorzej z oregano, że o kapryśnym majeranku nie wspomnę. Choć i tego kilka krzaczuszków jest. Przepisy zawsze troszkę „podkręcam”, dosmaczam po swojemu, ponieważ lubię smaki wyraziste, esencjonalne.

Tak więc nadmiar bazylii posiekałam, wymieszałam z niewielką ilością oliwy, pozawijałam w ruloniki w folii i poszły się mrozić w zamrażarce. Reszta czeka na pomidory, by wespół w zespół stworzyć obłędny sos pomidorowy z bazylią, cudny jako baza do sosów.


A pikle zrobiłam według tego przepisu KLIKLU KLIKU KLIK, nieznacznie go zmieniając (dodałam do ogórków plasterki czosnku i pełną szklankę cukru). Polecam :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz