wtorek, 12 września 2017

Mam tę moc! Mam tę moooc!

No właśnie. Mam moc.

Kalendarza nie oszukasz. Wrzesień przylazł, wciągnął, pochłania, miele przez maszynkę codzienności i powoli wypluwa. Ale już jak człowiek się rozpędzi to jedzieee, na tej hulajnodze, bez trzymanki i bez zatrzymywania. No chyba, że stopuje, aby:
  • sprawdzić, czy grzyby są (są, ale jakoś nie w tym lesie, do którego jeździmy. Kilka prawdziwków okazałych znaleźliśmy i jeden ozdabia ów wpis)
  • poczytać kolejnego Wrońskiego. Tym razem „Skrzydlata trumna” – fajnie się czyta, bo jak już kiedyś wspomniałam, Wroński, akcje swoich retro kryminałów z komisarzem Maciejewskim Zygą w roli głównej, osadza w moim ukochanym okresie międzywojennym (choć w tym przypadku tylko częściowo), plus w troszkę moim (choć może nie kochanym, ale znanym mi dobrze) mieście Lublinie, 
  • pobawić się w przetwórstwo warzywne (na tapecie sos paprykowy). 
Do tysioncapińcet spraw w tygodniowym harmonogramie, dołożyłam sobie dobrowolnie i dodam, że z radością i zapałem, powrót na treningi crossfitu! Zaskoczeniem było dla mnie to, że organizm tak całkiem nie zapomniał trudów treningów, chociaż ostatnio na sali byłam - o zgrozo! - 7 miesięcy temu! Przeczołgana przez trenera dawałam radę! Wszystkie powtórzenia zrobione, zero przestojów. Jestem zadowolona i pełna energii.
Nie mam pojęcia jak zgram je czasowo z codziennym grafikiem, szczególnie od października, kiedy wydłuży mi się tydzień pracy, ale przecież MAM TĘ MOC, więc dam radę!

ps. A o tym dlaczego tydzień pracy się wydłuży, a raczej rozciągnie, jeszcze napiszę, bo to w sumie fajna wiadomość dla mnie i całkiem nowe COŚ :)


1 komentarz: