środa, 23 stycznia 2019

Ech

Staram się szukać okruchów piękna, szczypt dobroci w tej szorstkiej ostatnimi czasy codzienności, ale gdy już tylko zapłonie we myśl, że jestem bliska jakiejś równowagi - sruu - i się wali.
Trzeba mi się chyba odzwyczaić od myślenia o czymś takim jak równowaga i spokój, brać jak leci, z falą i już.
Przedwczoraj moja Mama wyszła ze szpitala. Nic wielkiego - badania, diagnozowanie i takie tam. Dziś rano dzwoni i na dzień dobry mówi szybko:
- Agusia, tylko się nie denerwuj... - no to ja już, wiadomo, cała rozmieniona na drobne - ...ale jestem w szpitalu.
- Co siestałosie co!???? - mówię szybciej niż mój mózg zdoła wykonać jakiekolwiek operacje myślowe.
- Ano złamałam rękę...
O matkobosko!
- Prawą. W nadgarstku.
O jesusie!

Także tak. I oczywiście rękę złamała w, z pozoru najbezpieczniejszym miejscu pod słońcem, czyli we własnym domu, wychodząc z własnego łóżka, "się jej wzięła i jakoś tak źle noga postawiła i ona na tę rękę, chrup".
Tak więc na jakiś czas mama zamieszka u nas.
Ech.
Jakoś to będzie.
No musi.


środa, 16 stycznia 2019

Nie godzę się

Trudno przejść obojętnie obok zła. Ostatnie wydarzenie w Gdańsku – zamordowanie na oczach tysięcy ludzi – na żywo i poprzez media – człowieka… odbiera wiarę w dobro. Łamie strasznie. A przecież ja jestem tylko obcą osobą, anonimowym świadkiem codzienności, nawet nie potrafię i nie chcę wyobrażać sobie cierpienia Rodziny, której z czymś takim przychodzi się mierzyć.

Kiedyś na swoim blogu pisałam, że jestem przeciwniczką używania słowa „hejt”, który moim zdaniem kamufluje i spłyca to, co leży u jego źródła: NIENAWIŚĆ:

„Powszechny tak zwany „hejt” stał się elementem codzienności. Nawiasem mówiąc nie lubię tego słowa, bo kamufluje i zaciemnia bardziej wymowne i jednoznacznie brzmiące słowo „nienawiść”. „Hejtowanie” może się wydać takie tam figlarne, ale już "nienawiść" ma siłę rażenia. Przecież kryje się za nimi to samo: zło, które w słowie „hejt” pozornie jest ukryte: fundament nienawiści - świadoma negacja dobra.”

Nie godzę się na mowę nienawiści. Nie godzę się na przyzwolenie na zachowania, z których rodzi się nienawiść. A rodzi się z drobnostek, które w skrajnych przypadkach finalnie wkładają w rękę człowieka broń, by zadać śmierć. Nienawiść wkłada w usta człowieka obraźliwe, pełne jadu słowa, słowa wypowiadane rozmyślnie, by ranić. Nienawiść każe wyśmiewać, szydzić, pogardzać, obrażać, mówić źle, zadawać ból, kaleczyć, niszczyć, zabijać. Tylko dlaczego człowiek, najdoskonalsze ze stworzeń, ulega tak niskiemu uczuciu, a jak się okazuje o tak ogromnej sile sprawczej?

Chcę wierzyć, że to DOBRO jest siłą, ale w takich chwilach kiełkuje we mnie zła myśl, że może jednak nie…

Bardzo źle się stało...


Spójrzcie, jaka wciąż sprawna,
jak dobrze się trzyma
w naszym stuleciu nienawiść.
Jak lekko bierze przeszkody.
Jakie to łatwe dla niej – skoczyć, dopaść.

Nie jest jak inne uczucia.
Starsza i młodsza od nich jednocześnie.
Sama rodzi przyczyny,
które ją budzą do życia.
Jeśli zasypia, to nigdy snem wiecznym.
Bezsenność nie odbiera jej sił, ale dodaje.

Religia nie religia -
byle przyklęknąć na starcie.
Ojczyzna nie ojczyzna -
byle się zerwać do biegu.
Niezła i sprawiedliwość na początek.
Potem już pędzi sama.
Nienawiść. Nienawiść.
Twarz jej wykrzywia grymas
ekstazy miłosnej.

Ach, te inne uczucia -
cherlawe i ślamazarne.
Od kiedy to braterstwo
może liczyć na tłumy?
Współczucie czy kiedykolwiek
pierwsze dobiło do mety?
Zwątpienie ilu chętnych porywa za sobą?
Porywa tylko ona, która swoje wie.

Zdolna, pojętna, bardzo pracowita.
Czy trzeba mówić ile ułożyła pieśni.
Ile stronic historii ponumerowała.
Ile dywanów z ludzi porozpościerała
na ilu placach, stadionach.

Nie okłamujmy się:
potrafi tworzyć piękno.
Wspaniałe są jej łuny ciemną nocą.
Świetne kłęby wybuchów o różanym świcie.
Trudno odmówić patosu ruinom
i rubasznego humoru
krzepko sterczącej nad nimi kolumnie.

Jest mistrzynią kontrastu
między łoskotem a ciszą,
między czerwoną krwią a białym śniegiem.
A nade wszystko nigdy jej nie nudzi
motyw schludnego oprawcy
nad splugawioną ofiarą.

Do nowych zadań w każdej chwili gotowa.
Jeżeli musi poczekać, poczeka.
Mówią, że ślepa. Ślepa?
Ma bystre oczy snajpera
i śmiało patrzy w przyszłość
- ona jedna.

Wisława Szymborska "Nienawiść"

poniedziałek, 7 stycznia 2019

Styczeń

A to się porobiło - od kilku dni nieoczekiwanie zima:
"Na całej połaci - śnieg.
W przeróżnej postaci - śnieg."
Jak to onegdaj Jeremiego Przyborę śpiewała chropowatym aksamitem Kalina Jędrusik.

A ja cóż - pomna na drzemiące gdzieś resztki optymizmu, tudzież skrawki młodzieńczego szaleństwa lub jak kto woli głupoty, pomykam do pracy... rowerem. No ale samochodem przez ulice śniegiem usłane i lodem skute, to każden jeden potrafi, co nie? A rowerem to już niekoniecznie. Co prawda z blisko trzech kilometrów, jakie dzielą mnie od punktu A (dom) do punktu B (praca), przejeżdżam może z kilometr, za to "szacun na dzielni" po zaparkowaniu mojej "meridki" przed wejściem głównym firmy, jest, oj JEST.
Synki dwa wybyły już do stolicy, obładowane jedzeniowymi zapasami. Można więc wieczorami bezrobotnie siedzieć przy kominku, w którym strzela sobie palone drewno i mruczy ogień. 
Z noworocznych planów, póki co robię plany zakupów książek do mojej biblioteki i to tyle jeśli chodzi o plany na ten nowy 2019 (trzy razy "plany" w jednym zdaniu - ajć!).

Ale niech będzie dobry, bardzo tego pragnę. Po prostu DOBRY...
Czego i Wam moi Drodzy Czytelnicy życzę :)


sobota, 29 grudnia 2018

DOBRY – dobre słowo z potencjałem

Kończy się rok.
Niech kolejny będzie dobry. 
D O B R Y .
Świadomie nie piszę lepszy, świadomie piszę DOBRY.
Po prostu.
Bez porównywania, bez oceniania, bez podsumowań.
Bez wniosków, odniesień, refleksji.
Bez planów. Chyba, że planem jest sprawić sobie dobry czas. Cokolwiek za tym się kryje.
Pragnę dobrych chwil, dobrych dni. Niech ułożą się w bezpieczny, zrównoważony i spokojny czas dla mojej rodziny.
Nic ważniejszego. Nic piękniejszego.
Niczego więcej nie pragnę.








piątek, 21 grudnia 2018

Taki czas

A ja się cieszę, że nadejdą wreszcie święta, ale chyba z całkiem innego powodu niż każe to robić wredna, cyniczna komercja. Cieszy mnie to, że wreszcie skończy się ten, trwający od blisko dwóch miesięcy, fałszywy festiwal wciskania kitu, że magia, że podaruj, że to i tamto. Te same media, co serwują papkę o magii świąt, plują na ich sakralną istotę. Dlatego mentalnie jestem już w okolicach 2 stycznia. Bo najchętniej czas ów bym przespała. Sylwestrową noc też.

Nie mniej, życzę wszystkim dobrych świąt. Spokojnych. Zdrowych. Serdecznych. Dających nadzieję, wiarę, miłość. Bo tego życzę sobie i swojej rodzinie.


sobota, 1 grudnia 2018

"Słychasie" i "trzebasie"

Lodowatym powietrzem powiało. Ale nie ma co narzekać, bo jesień była piękna. Barwna, ciepła. Cudna. Listopad minął i dobrze mu tak. Chociaż trzeba przyznać, że nie był w tym roku jakoś szczególnie szaro-bury-zgniły.

Lubię spotkania z dawnymi uczniami. Ale takimi, co to już są po szkole tak z 10 lat. Mija im to ogłupiające zachłyśnięcie złudną wolnością, jakie niesie za sobą zakończenie szkoły, wsiąkają w tryby karier, pracy zawodowej, budowania rodziny. Kiedy są już w takim momencie w miarę stabilnego umoszczenia się w dorosłości, bezpowrotnie spętanej obowiązkami, odpowiedzialnością. Kiedy naprawdę i prawdziwie są samodzielni. W takim momencie spotkałam ostatnio Kacpra. Rozpędzona pozycja zawodowa, ciągle na wznoszeniu, żona w trakcie specjalizacji z pediatrii, a córeczka Haneczka powyrastała z pieluch, na głowie zobowiązania w stosunku do rodziny i współpracowników. Wybiegam z pracy, otrzepując się z różnych spraw służbowych, trawiąc jeszcze w sobie swoje gonitwy całej masy „trzebasiów” (trzeba to, trzeba tamto). Mijam zasłuchanego w siebie Kacpra.

- O dzień dobry sorko, co tam słychać?

- Yhh… - zastanawiam się chwilę, od których „słychasiów” zacząć, ale poddaję się, macham w duchu ręką i jeszcze bardziej akcentuję:

- Yhhhhh!!!

- A no właśnie sorko! To u mnie to samo...

Śmiejemy się z Kacprem, rozwieszamy między sobą nić porozumienia dorosłych ludzi z bagażem obowiązków i spraw do rozwiązania, które nie zawsze się da, ot tak na pstryknięcie palcem załatwić. Choć bardzo, bardzo się tego pragnie i ku temu dąży.

- Dorosłość sorko jest przereklamowana. Szkoda, że w liceum tego nie wiedziałem.

- Będzie dobrze Kacpero.

- Będzie dobrze sorko.

Rozstajemy się mimo wszystko w fajnych nastrojach.

sobota, 27 października 2018

Wróciło

Wróciło moje utrapienie, moja choroba, która towarzyszy mi już tyle lat, z którą walczyć tak trudno, nierówno tak…
Pewnie za kilka lub kilkanaście tygodni – dzięki ponownemu „wejściu” w program lekowy – pożegnam się z nią na kolejny rok, ale nawrót bywa tak wyczerpujący. Jak każdej choroby.
Musiałam odłożyć do pudełeczka moją ukochaną "pandorkę" - bransoletkę z koralikami nieprzypadkowymi, pieczołowicie kompletowanymi z okazji i bez. Jako symbole ważne i zrozumiałe tylko dla mnie. Ktoś inny to się nawet może z tego śmiać, wzruszać z obojętnością ramionami. Moje dłonie (nie)zdobi teraz choroba, więc nie chcę przyciągać wzroku innych widokiem moich koralików.
…więc chowam się, jak zawsze to dobry sposób. Wtopić się w tło, tłum. Nie epatować kolorem, nie epatować zmianą garderoby, biżuterią, bo to wszystko przyciąga wzrok. Pełen pytań, czasami obrzydzenia, które najczęściej wynikają z niewiedzy, a nie muszę przecież każdemu tłumaczyć. Może powinnam, bo przecież i tak często to robię, ale jakoś łatwiej idzie mi „edukować” znajomych i nie tylko, kiedy łuszczycę mam wyłącznie jako chorobę widniejącą w mojej karcie pacjenta, a nie na mojej skórze. Wtedy jest łatwej. Choroba stygmatyzuje, choroba izoluje. Chorowanie jest trudne i bolesne. W dodatku w chwilach refleksji przychodzi zwyczajny ludzki wstyd, że robię wielkie halo ze „zwykłej” choroby skóry, gdy inni cierpią bez nadziei na cierpienia kres.

Ajć, a obiecałam sobie, że jak już siądę do pisania na blogu, to nie będę jęczeć, marudzić, szat drzeć. Marudzenie odłożę na listopad, który wspaniały Julian Tuwim nazywał „najdotkliwszym wrzodem na dwunastnicy roku”, więc listopadowi jakby można nawsadzać, nawtykać i wszystko na niego zgonić! Niech ma! Szaroburec głupi jeden, bezlistny, krótkodniowiec zaciemniony!