wtorek, 5 czerwca 2018

Z Mamą, czyli ratunku, pesmista na drodze!

Marko pojechał na cały tydzień służbowo do Kotliny Kłodzkiej, a do mnie przyjechała Mama. Jak to mówią na letnisko, na wieś. Ledwo Mama rozpakowała się w pokoju Michała (no bo Michał we Warsiawie, więc Mama z braku pokoju gościnnego w naszym domu, otrzymała w czasowym spadku pokój po wnuku), oznajmiła:

- Wiesz, ale ja tak maks do piątku, w piątek to ja muszę wracać.
Nie wiem czego, po co, skoro w swoim mieszkaniu, w mieście duuuużym Mama siedzi sama i czasami, gdy do niej dzwonię marudzi, że „jej się przykrzy i nie ma z kim pogadać, i do lekarza sama, i na basen sama, wszędzie sama”.
Nie powiem, pierwszego dnia pozachwycała się pięknymi okolicznościami przyrody: "u was to jednak inne powietrze, pięknie tu macie, i tak wszystko zadbane, o zobacz jeż tupta, kiedyż to ja jeża na żywo widziałam"? By zaraz dostrzec mankamenty: "komary gryzą, gorąco jest, i czego ten gołąb tak smętnie grucha?"
Bo dzikie gołębie uwiły sobie urocze gniazdo w modrzewiach Gosi, przesiadują zaś na naszej pergoli nad ścieżką, po której niemrawo pnie się fioletowy clematis i srają, z przeproszeniem, pod tę pergolę, na tę ścieżkę.

Na drugi dzień Mama stwierdziła, że zupa moja zacierkowa to ma "za duże zacierki i za dużo kopru. A pierogi ruskie to kto robił? Ty? Moje lepsze!"
- No Mamo wiadomo, u mamy zawsze najlepsze - udało się mi wtrącić.
- I dlaczego ty tak długo dziecko pracujesz? Gdzie tak długo pracować, i po co ty tyle pracujesz???

W te pędy poinformowałam Synów dwóch moich: jak będę taka zrzęda jak Babcia Halinka (zresztą drugiej Babci też niczego w tym temacie nie brakuje), to walić w łeb, się nie przejmować, że niehumanitarnie.
Sama jednakże znoszę to zrzędzenie Mamy, usilnie starając się naprowadzać ją na weselsze ścieżki. Podziwiamy cud malina obłoczki, co to sobie wypłynęły na błękitny przestwór nieba, i Mamę najszła refleksja: 

- Wiesz, ja to się zastanawiam jak po śmierci tam w niebie jest? Ciekawie jak na tamtym świecie się żyje? - Mama ma lat 68, wygląda na co najmniej 10 mniej.

- Nie wiem Mamo jak jest i póki co, bardziej mnie interesuje jak jest na TYM świecie. A jest pięknie!
- A po co ty te kwiatki rwiesz? 
- Aby zrobić bukiet i wsadzić w wazon na stół tarasowy. Aby było ładnie. Miło i przyjemnie. Bo o to Mamo w życiu chodzi przecież, aby sobie umilać, a nie uprzykrzać codzienność.

Wieczorami, kiedy już wrócę z pracy ("o jak ty późno dziecko z tej pracy wracasz"), odsapnę chwilkę i gnam z Mamą na osiedlową siłownię pod chmurką. Tam Mama korzysta z urządzeń, szczególnie tych angażujących bark ("bo mnie coś cały czas boli w tym barku, Agusia") i opędza się od komarów. Ale ćwiczy zapamiętale:

- Bo ruch to zdrowie. Wiesz lekarz mi mówił, że to najlepsze lekarstwo na starość.

Kurtyna :) 

1 komentarz:

  1. Skąd ja to znam!!! Moja mama mieszka sama w mieście (po śmierci taty, już 4 lata). Do nas przyjeżdża sporadycznie. Bo woli u siebie, bo na starość to drzew się nie przesadza, bo ona to sobie może cały dzień w piżamie chodzić i takie tam. A potem słyszę przez telefon, że jest samotna i nie ma z kim porozmawiać. I mi się żal robi, wyrzuty sumienia mam, a jak do nas przyjedzie to na trzeci dzień już chce uciekać. Takie dzieci wyrodne jesteśmy ;)

    OdpowiedzUsuń