poniedziałek, 9 lipca 2018

Wakacyjne nic

Czas biegnie nam w letnim rytmie. Mnie ominęła potrzeba odsypiania pobudek skoro świt, chyba się do nich przyzwyczaiłam, bo wstaję dość wcześnie, choć przecież urlop. Rodzina jeszcze śpi. Koteczka jeszcze nie śpi i towarzyszy mi w moich porannych wędrówkach w warzywniku i wokół kwiatowych rabatek, przeschniętych od upału kwiatów doniczkowych. Wypijam kawę, zjadam lekkie śniadanie, pochłaniam książki. Wieczorami udajemy się z Marko na „sportowanie” - on biega, ja usiłuję go dogonić z moimi nordickowymi kijami. Ja chcę w te wakacje zgubić jeszcze troszkę kilogramów (idzie dobrze!!!), a Marko chce bezkarnie objadać się lodami. Później lądujemy w basenie, w którym tak smakuje mrożona kawa, albo zmrożone, białe wytrawne winko. Kocham ten letni, wakacyjny spokój. Wieczorem grają świerszcze, a rankiem w olchach świergoli kos. Po zachodzie słońca, w gasnącym świetle mijającego dnia leżę na hamaku i czytam książkę.
Lato trwaj…
Dziś na obiad zrobiłam risotto z indykiem i warzywami z mojego warzywnika (fasolka szparagowa, groszek, cebulka, czosnek, cukinia, pomidory), pychota. A wścibski słonecznik, co to wyrósł pod kuchennym oknem zerka i zerka ciekawskim okiem.


2 komentarze:

  1. tylko pozazdrościć,w takim wydaniu lato -trwaj wiecznie

    OdpowiedzUsuń
  2. To bardzo sympatyczne NIC, takie, dzięki któremu można się zregenerować przed nowym rokiem szkolnym.

    OdpowiedzUsuń